Inferno Bar i Karczma przy Towarowej

Bar Inferno? Obrzydlistwo. Ceny niskie, ale to nie znaczy, że trzeba się od razu podniecać. Wszystko tłuste, wielkie i beż życia. Każdy kotlet smakuje tak samo, mimo, że wymyślono dla nich kilkanaście różnych nazw.

Z okolic placu zawiszy dużo fajniejszym miejscem jest Karczma przy Towarowej. Pośród wieżowców i szumu ulic ktoś postanowił postawić na parkingu drewnianą karczmę z browarem Jabłonowo :D . Alpejski klimat w centrum Warszawy. Polecam szukającym wrażeń.

Wrzuciłem recenzję karczmy :)

A na fotce karczma z lotu ptaka. Jest zaraz za drzewem :D

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Bomi w Jupiter Centrum Warszawa

Toż to istna jaskinia dobrobytu. Jest tu naprawdę wszystko. Wszyściusieńko. Oczywiście mówię o piwie i kawie. Grolsch, Guinness, Heban, Krušovice, Muller no wszystkie takie.

Ale pozostały asortyment też jest ok.

Kolejek nie ma. Ludzi też nie, aż dziwne jest że ten sklep funkcjonuje w ogóle i że im się tam wszystko nie psuje, bo to przecież litość i trwoga.

Dobra lokalizacja (blisko ronda daszyńskiego). Sklep jest dziwnie skitrany w galerii Jupiter. Może dlatego nikt o nim nie wie.

W każdym razie tutaj się zaopatruję w artykuły monopolowe pierwszej potrzeby.

Poezja. Zaraz będzie też recenzja Bomi na doodzie :D

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Arti – jedyna indyjska restauracja w Warszawie

Jako, że to mój pierwszy wpis, myślę że warto się przedstawić. Jestem Jurek.

A teraz do rzeczy. Będę pisał tutaj o najfajniejszych Warszawskich miejscach, które znam. Bo lubię Warszawę i lubię Warszawiaków, więc chętnie podzielę się ze światem moją mądrością.

Dziś zacznę od gastronomii. Od kuchni indyjskiej. Bynajmniej nie chodzi mi tutaj o kebsa. Chodzi o prawdziwe indyjskie jedzenie – kolorowe i przyprawione miliardami cudacznych przypraw. Kurkuma, curry i inne takie.

W sobotę byłem z kumplem w Arti i muszę przyznać, że jest to najlepsza restauracja w jakiej byłem do tej pory. Niemniej jednak nie polecam startować od potraw ze słowem „ostre” w nazwie. Kolega spróbował i spocił się jak świnia. Zrobił się cały czerwony i nie wyglądał na prześlicznego. Kelner z uradowaną facjatą spytał „czy ostre” i dał gratisowy jogurt, bo dobrze widział jak się biedaczek męczy.

Sam wziąłem jagnięcine w sosie pomidorowym, do tego placek przenny z czosnkiem. Przyjemność razem z piwkiem kosztowała niestety 50 zł, ale było to najlepiej wydane 50 zł w warszawskiej restauracji.

Polecam gorąco. Napisałem też o Arti na doodzie :)

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized